"Nie może być trwałej cywilizacji bez obfitości miłych grzeszków" (cytat z Huxleya dedykowany nowemu, wspaniałemu, lokalowi krytyki politycznej. gdzie - w końcu! - 90% towarzystwa jest w +/- moim wieku); zatem dzień (w sensie: rozpoczęty wczorajszym wieczorem) obfitował w miłe grzeszki: lenistwa (zasłużonego), pychy (pycha! w kontekście sałatki z dynią pewnej wiedźmy), chciwości (o pracy dziś nie mówimy), nieczystości (hmmm...), zazdrości (się nie liczy), nieumiarkowania w jedzeniu i piciu (gin & tonic raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz), gniewu (bo pada).
***
muzyka tematyczna. bo zima idzie.
środa, 11 listopada 2009
niedziela, 8 listopada 2009
baby, you can drive my car...
z serii aktywne techniki zarządzania czasem, cz. I. - co można robić prowadząc samochód?
sprawdzone: poprawić make-up, rozmawiać przez telefon, pić kawę
zaobserwowane: palić szluga, pomalować paznokcie, wysłać smsa, czytać gazetę, jeść śniadanie, rozwiązywać krzyżówkę, robić seks (wyższa szkoła jazdy: kombinacja powyższych)
zasłyszane: karmić dziecko piersią (W-wa)
przeczytane: ustawić autopilota i pójść zrobić sobie kanapkę (USA, wersja dla samochodu campingowego)
moim zdaniem opcja z karmieniem przebija kanapkę.
***
btw - kupuję samochód. strzeżcie się.
sprawdzone: poprawić make-up, rozmawiać przez telefon, pić kawę
zaobserwowane: palić szluga, pomalować paznokcie, wysłać smsa, czytać gazetę, jeść śniadanie, rozwiązywać krzyżówkę, robić seks (wyższa szkoła jazdy: kombinacja powyższych)
zasłyszane: karmić dziecko piersią (W-wa)
przeczytane: ustawić autopilota i pójść zrobić sobie kanapkę (USA, wersja dla samochodu campingowego)
moim zdaniem opcja z karmieniem przebija kanapkę.
***
btw - kupuję samochód. strzeżcie się.
wtorek, 3 listopada 2009
clearly defined
dzień, w którym wyśniłam swoje zaręczyny (ok. 4 nad ranem)*, w quizie na fb trafiłam w blahniki**, i tak po prostu zrozumiałam, czego chcę od życia***
i czego nie chcę****
* tak, z konkretną osobą, z którą nie jestem, i nie byłam związana, która jednak albo jest moim archetypem idealnego partnera, albo jestem jasnowidzką.
** 'Kamila took the What type of shoe defines you? quiz and the result is You are defined by Manolo Blahniks'. będę to sobie powtarzać w sytuacjach kryzysowych.
*** wszystkie trzy kwestie są ze sobą powiązane, ale bez łatwych interpretacji please.
**** co oczywiście nie oznacza że nie chciałabym blahników (boże, to by była herezja)
fiu, fiu. a tak niepozornie się ten 3 listopada zapowiadał.
i czego nie chcę****
* tak, z konkretną osobą, z którą nie jestem, i nie byłam związana, która jednak albo jest moim archetypem idealnego partnera, albo jestem jasnowidzką.
** 'Kamila took the What type of shoe defines you? quiz and the result is You are defined by Manolo Blahniks'. będę to sobie powtarzać w sytuacjach kryzysowych.
*** wszystkie trzy kwestie są ze sobą powiązane, ale bez łatwych interpretacji please.
**** co oczywiście nie oznacza że nie chciałabym blahników (boże, to by była herezja)
fiu, fiu. a tak niepozornie się ten 3 listopada zapowiadał.
niedziela, 1 listopada 2009
klubowo, dyniowo, zadusznie
weekend nietypowych aktywności:
1. zakupienie dyni (dynie są ciężkie)
2. wydrążenie dyni (w stylu amerykańskiego pumpkina, ale - wysoki sądzie! nadal jestem przeciwna interwencji w Iraku)
3. zrobienie & zjedzenie zupy dyniowej (polecam doprawianie pieprzem kajeńskim, co jak sądzę jest świetną informacją dla wielbicielek ostrych papryczek)
4. obejrzenie Aliens, z czego ostatnią godzinę obejrzałam home alone i tylko dwa razy włączyłam fast-forward
5. palenie różanego tytoniu (przedziwne wrażenie: konfitura z róży w stanie lotnym)
6. noc w Operze, w masce i w (ukradzionych ze ściany, nie pytajcie) sztucznych perłach , zakończona powrotem poprzez Opium, gdzie zostałam zaproszona przez bliżej mi nie znanego jegomościa napotkanego na senatorskiej (którędy tanecznym krokiem zmierzałam do metra, nadal w masce i perełkach), z tym że mężczyzna ów wraz ze swoim narąbanym jak szpadel kumplem zostali na zewnątrz, a ja weszłam do środka, a ponieważ akurat włączyła mi się opcja "nie spać, zwiedzać", to zwiedziłam, po czym poszłam sobie precz (były próby zatrzymania mnie, ale przypomniałam owym dżentelmenom, z całą stanowczością, że nie godzi się nagabywać damy w środku nocy, zwłaszcza jeśli nie jest się nawet w stanie wejść z nią do klubu, po czym z godnością i z chichotem, bo cała sytuacja wydała mi się przekomiczna, kontynuowałam pójście sobie precz)
7. dzień na cmentarzu, bardzo miło spędzony z moją mamą (m.in. jak co roku kupiłyśmy sobie to świństwo zwane "pańską skórką" i na trzy cztery zakleiłyśmy sobie buzie - zabawa polega na tym, która pierwsza się rozklei, bez wypluwania; wygrałam)
***
fotka dowodowa (robiona komórką przez mało trzeźwą właścicielkę komórki, co tłumaczy jakość; ale perełki som)
1. zakupienie dyni (dynie są ciężkie)
2. wydrążenie dyni (w stylu amerykańskiego pumpkina, ale - wysoki sądzie! nadal jestem przeciwna interwencji w Iraku)
3. zrobienie & zjedzenie zupy dyniowej (polecam doprawianie pieprzem kajeńskim, co jak sądzę jest świetną informacją dla wielbicielek ostrych papryczek)
4. obejrzenie Aliens, z czego ostatnią godzinę obejrzałam home alone i tylko dwa razy włączyłam fast-forward
5. palenie różanego tytoniu (przedziwne wrażenie: konfitura z róży w stanie lotnym)
6. noc w Operze, w masce i w (ukradzionych ze ściany, nie pytajcie) sztucznych perłach , zakończona powrotem poprzez Opium, gdzie zostałam zaproszona przez bliżej mi nie znanego jegomościa napotkanego na senatorskiej (którędy tanecznym krokiem zmierzałam do metra, nadal w masce i perełkach), z tym że mężczyzna ów wraz ze swoim narąbanym jak szpadel kumplem zostali na zewnątrz, a ja weszłam do środka, a ponieważ akurat włączyła mi się opcja "nie spać, zwiedzać", to zwiedziłam, po czym poszłam sobie precz (były próby zatrzymania mnie, ale przypomniałam owym dżentelmenom, z całą stanowczością, że nie godzi się nagabywać damy w środku nocy, zwłaszcza jeśli nie jest się nawet w stanie wejść z nią do klubu, po czym z godnością i z chichotem, bo cała sytuacja wydała mi się przekomiczna, kontynuowałam pójście sobie precz)
7. dzień na cmentarzu, bardzo miło spędzony z moją mamą (m.in. jak co roku kupiłyśmy sobie to świństwo zwane "pańską skórką" i na trzy cztery zakleiłyśmy sobie buzie - zabawa polega na tym, która pierwsza się rozklei, bez wypluwania; wygrałam)
***
fotka dowodowa (robiona komórką przez mało trzeźwą właścicielkę komórki, co tłumaczy jakość; ale perełki som)
czwartek, 29 października 2009
o co kurwa te pretensje?
w czasie pierwszych kilku dni leczenia niektórzy pacjenci mogą odczuwać słabe nudności, rzadziej (o ile rzadziej, ja się pytam...?) zawroty głowy, zmęczenie lub wymioty, których nasilenie nie wymaga jednak przerwania leczenia (...) w rzadkich przypadkach lek może wywołać hipotensję, w tym hipotensję ortostatyczną, która czasem może doprowadzić do omdlenia (...) dodatkowo opisywano (m.in.) splątanie umysłowe, pobudzenie psychoruchowe, halucynacje, dyskinezę, wypadanie włosów (...) donoszono o epizodach odwracalnego zblednięcia palców rak i nóg pod wpływem chłodu w czasie długotrwałego leczenia (a rok to długo...?).
***
mdli mnie, no ale ostrzegali, że mdlić będzie.
***
mdli mnie, no ale ostrzegali, że mdlić będzie.
poniedziałek, 26 października 2009
trifles
Kamila called Anita the online Psychic to know her luck and future.
Anita said: "Kamila darling, take some more time to think about what you already possess. You do know that good things come in small packages, don't you?"
Kamila answered: Anita sweetheart, you do know the world is not enough, don't you?
ale może nie miałam racji?
***
podobno 26/10 jest dniem największej bezproduktywności. w każdym razie moja produktywność zdecydowanie spadła, gdy przeczytałam tego newsa, co trąci samospełniającą się przepowiednią, modelowaniem społecznym i przechyla szalę na rzecz nurture w sporze z nature, a ponieważ właśnie ta koncepcja bardziej do mnie przemawia (z wyjątkiem genetycznie dziedziczonego genu pożądania czekolady pozostającego w ścisłej korelacji z genetycznie uwarunkowanym tyciem w rejonach okołobiodrowoych), tym bardziej pozwoliłam sobie na nic-nie-robienie, czego dowodem ww. cytat z fejsbuka, po którym szalałam w godzinach pracy (b.skruszona) i teledysk zamieszczony poniżej, może nie najwyższych muzycznych lotów (Beth Gibbons to to nie jest), ale bardzo mnie urzekający ostatnimi czasy (obecność Alexandra Skarsgårda ma znaczenie)
a teraz oddam się bezproduktywnym snom
Anita said: "Kamila darling, take some more time to think about what you already possess. You do know that good things come in small packages, don't you?"
Kamila answered: Anita sweetheart, you do know the world is not enough, don't you?
ale może nie miałam racji?
***
podobno 26/10 jest dniem największej bezproduktywności. w każdym razie moja produktywność zdecydowanie spadła, gdy przeczytałam tego newsa, co trąci samospełniającą się przepowiednią, modelowaniem społecznym i przechyla szalę na rzecz nurture w sporze z nature, a ponieważ właśnie ta koncepcja bardziej do mnie przemawia (z wyjątkiem genetycznie dziedziczonego genu pożądania czekolady pozostającego w ścisłej korelacji z genetycznie uwarunkowanym tyciem w rejonach okołobiodrowoych), tym bardziej pozwoliłam sobie na nic-nie-robienie, czego dowodem ww. cytat z fejsbuka, po którym szalałam w godzinach pracy (b.skruszona) i teledysk zamieszczony poniżej, może nie najwyższych muzycznych lotów (Beth Gibbons to to nie jest), ale bardzo mnie urzekający ostatnimi czasy (obecność Alexandra Skarsgårda ma znaczenie)
a teraz oddam się bezproduktywnym snom
niedziela, 25 października 2009
dzień dobrych wyborów
najpierw: impreza urodzinowa BARDZO-MODNEGO-KLUBU zamiast snu
po czym: porzucenie czerwonego dywanu, darmowych drinków i rozkoszowania się muzyką w BARDZO-MODNYM-KLUBIE na rzecz hmm... budowania relacji interpersonalnych
a na koniec: dezercja ze szkolenia, co by spędzić czas z rodziną, ze zjedzeniem rodzinnego obiadu i wyjściem do kina na rodzinny film włącznie
a na dodatek: w okresie piątek - niedziela wypaliłam tylko 2 szt. fajek i obie w sobotę w sytuacji proszlugowej, więc znajduję usprawiedliwienie*
*nie rzucam, ale ograniczam. zawsze istnieje możliwość, że z rozpędu rzucę, no a jeśli zapalę, to nie będę miała wyrzutów sumienia.
po czym: porzucenie czerwonego dywanu, darmowych drinków i rozkoszowania się muzyką w BARDZO-MODNYM-KLUBIE na rzecz hmm... budowania relacji interpersonalnych
a na koniec: dezercja ze szkolenia, co by spędzić czas z rodziną, ze zjedzeniem rodzinnego obiadu i wyjściem do kina na rodzinny film włącznie
a na dodatek: w okresie piątek - niedziela wypaliłam tylko 2 szt. fajek i obie w sobotę w sytuacji proszlugowej, więc znajduję usprawiedliwienie*
*nie rzucam, ale ograniczam. zawsze istnieje możliwość, że z rozpędu rzucę, no a jeśli zapalę, to nie będę miała wyrzutów sumienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
