otóż jest tak: za 9 m-cy (bez jednego dnia) skończę 30 lat. z obliczeń wynika, że przed 30-ką nie zdążę urodzić dziecka, zresztą tzw. instynkt macierzyński ujawnił się ostatnio dwa lata temu i niewiele wskazuje na jego tryumfalny come back. na pannę młodą jestem już za stara (w kontekście paradowania w białej kiecce i tego typu eventów), moja mama przestała podrzucać mi ogłoszenia matrymonialne, a mój tata pogodził się (chyba) z brakiem zięcia inżyniera.
z dużym poczuciem ulgi myślę sobie, że trzydziestolecie przedstawia się malowniczo.
środa, 18 listopada 2009
niedziela, 15 listopada 2009
silly rabbit i perspektywy
zastanawiam się nad 'tym wszystkim'. pływając w basenie. na dachu. z widokiem na Łódź.
perspektywy są obiecujące.
***
miejsce roku.. gentle touch of the deluxe design.
***
są oczywiście pewne ale. niewygodne poduszki na przykład.
perspektywy są obiecujące.
***
miejsce roku.. gentle touch of the deluxe design.
***
są oczywiście pewne ale. niewygodne poduszki na przykład.
piątek, 13 listopada 2009
don't ask, don't tell
w pracy gotuję makaron, w domu piszę scenariusz aktywnych spikerek
***
zasypiamy osobno, wstajemy osobno, pracujemy osobno, odpoczywamy osobno, śmiejemy się osobno, płaczemy osobno, a wszystko po to aby być razem (najlepszy tekst drużby we wszechświecie)
***
i podobno był dziś piątek, a na dodatek trzynastego
***
zasypiamy osobno, wstajemy osobno, pracujemy osobno, odpoczywamy osobno, śmiejemy się osobno, płaczemy osobno, a wszystko po to aby być razem (najlepszy tekst drużby we wszechświecie)
***
i podobno był dziś piątek, a na dodatek trzynastego
środa, 11 listopada 2009
silly rabbit i niepodległość
"Nie może być trwałej cywilizacji bez obfitości miłych grzeszków" (cytat z Huxleya dedykowany nowemu, wspaniałemu, lokalowi krytyki politycznej. gdzie - w końcu! - 90% towarzystwa jest w +/- moim wieku); zatem dzień (w sensie: rozpoczęty wczorajszym wieczorem) obfitował w miłe grzeszki: lenistwa (zasłużonego), pychy (pycha! w kontekście sałatki z dynią pewnej wiedźmy), chciwości (o pracy dziś nie mówimy), nieczystości (hmmm...), zazdrości (się nie liczy), nieumiarkowania w jedzeniu i piciu (gin & tonic raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz), gniewu (bo pada).
***
muzyka tematyczna. bo zima idzie.
***
muzyka tematyczna. bo zima idzie.
niedziela, 8 listopada 2009
baby, you can drive my car...
z serii aktywne techniki zarządzania czasem, cz. I. - co można robić prowadząc samochód?
sprawdzone: poprawić make-up, rozmawiać przez telefon, pić kawę
zaobserwowane: palić szluga, pomalować paznokcie, wysłać smsa, czytać gazetę, jeść śniadanie, rozwiązywać krzyżówkę, robić seks (wyższa szkoła jazdy: kombinacja powyższych)
zasłyszane: karmić dziecko piersią (W-wa)
przeczytane: ustawić autopilota i pójść zrobić sobie kanapkę (USA, wersja dla samochodu campingowego)
moim zdaniem opcja z karmieniem przebija kanapkę.
***
btw - kupuję samochód. strzeżcie się.
sprawdzone: poprawić make-up, rozmawiać przez telefon, pić kawę
zaobserwowane: palić szluga, pomalować paznokcie, wysłać smsa, czytać gazetę, jeść śniadanie, rozwiązywać krzyżówkę, robić seks (wyższa szkoła jazdy: kombinacja powyższych)
zasłyszane: karmić dziecko piersią (W-wa)
przeczytane: ustawić autopilota i pójść zrobić sobie kanapkę (USA, wersja dla samochodu campingowego)
moim zdaniem opcja z karmieniem przebija kanapkę.
***
btw - kupuję samochód. strzeżcie się.
wtorek, 3 listopada 2009
clearly defined
dzień, w którym wyśniłam swoje zaręczyny (ok. 4 nad ranem)*, w quizie na fb trafiłam w blahniki**, i tak po prostu zrozumiałam, czego chcę od życia***
i czego nie chcę****
* tak, z konkretną osobą, z którą nie jestem, i nie byłam związana, która jednak albo jest moim archetypem idealnego partnera, albo jestem jasnowidzką.
** 'Kamila took the What type of shoe defines you? quiz and the result is You are defined by Manolo Blahniks'. będę to sobie powtarzać w sytuacjach kryzysowych.
*** wszystkie trzy kwestie są ze sobą powiązane, ale bez łatwych interpretacji please.
**** co oczywiście nie oznacza że nie chciałabym blahników (boże, to by była herezja)
fiu, fiu. a tak niepozornie się ten 3 listopada zapowiadał.
i czego nie chcę****
* tak, z konkretną osobą, z którą nie jestem, i nie byłam związana, która jednak albo jest moim archetypem idealnego partnera, albo jestem jasnowidzką.
** 'Kamila took the What type of shoe defines you? quiz and the result is You are defined by Manolo Blahniks'. będę to sobie powtarzać w sytuacjach kryzysowych.
*** wszystkie trzy kwestie są ze sobą powiązane, ale bez łatwych interpretacji please.
**** co oczywiście nie oznacza że nie chciałabym blahników (boże, to by była herezja)
fiu, fiu. a tak niepozornie się ten 3 listopada zapowiadał.
niedziela, 1 listopada 2009
klubowo, dyniowo, zadusznie
weekend nietypowych aktywności:
1. zakupienie dyni (dynie są ciężkie)
2. wydrążenie dyni (w stylu amerykańskiego pumpkina, ale - wysoki sądzie! nadal jestem przeciwna interwencji w Iraku)
3. zrobienie & zjedzenie zupy dyniowej (polecam doprawianie pieprzem kajeńskim, co jak sądzę jest świetną informacją dla wielbicielek ostrych papryczek)
4. obejrzenie Aliens, z czego ostatnią godzinę obejrzałam home alone i tylko dwa razy włączyłam fast-forward
5. palenie różanego tytoniu (przedziwne wrażenie: konfitura z róży w stanie lotnym)
6. noc w Operze, w masce i w (ukradzionych ze ściany, nie pytajcie) sztucznych perłach , zakończona powrotem poprzez Opium, gdzie zostałam zaproszona przez bliżej mi nie znanego jegomościa napotkanego na senatorskiej (którędy tanecznym krokiem zmierzałam do metra, nadal w masce i perełkach), z tym że mężczyzna ów wraz ze swoim narąbanym jak szpadel kumplem zostali na zewnątrz, a ja weszłam do środka, a ponieważ akurat włączyła mi się opcja "nie spać, zwiedzać", to zwiedziłam, po czym poszłam sobie precz (były próby zatrzymania mnie, ale przypomniałam owym dżentelmenom, z całą stanowczością, że nie godzi się nagabywać damy w środku nocy, zwłaszcza jeśli nie jest się nawet w stanie wejść z nią do klubu, po czym z godnością i z chichotem, bo cała sytuacja wydała mi się przekomiczna, kontynuowałam pójście sobie precz)
7. dzień na cmentarzu, bardzo miło spędzony z moją mamą (m.in. jak co roku kupiłyśmy sobie to świństwo zwane "pańską skórką" i na trzy cztery zakleiłyśmy sobie buzie - zabawa polega na tym, która pierwsza się rozklei, bez wypluwania; wygrałam)
***
fotka dowodowa (robiona komórką przez mało trzeźwą właścicielkę komórki, co tłumaczy jakość; ale perełki som)
1. zakupienie dyni (dynie są ciężkie)
2. wydrążenie dyni (w stylu amerykańskiego pumpkina, ale - wysoki sądzie! nadal jestem przeciwna interwencji w Iraku)
3. zrobienie & zjedzenie zupy dyniowej (polecam doprawianie pieprzem kajeńskim, co jak sądzę jest świetną informacją dla wielbicielek ostrych papryczek)
4. obejrzenie Aliens, z czego ostatnią godzinę obejrzałam home alone i tylko dwa razy włączyłam fast-forward
5. palenie różanego tytoniu (przedziwne wrażenie: konfitura z róży w stanie lotnym)
6. noc w Operze, w masce i w (ukradzionych ze ściany, nie pytajcie) sztucznych perłach , zakończona powrotem poprzez Opium, gdzie zostałam zaproszona przez bliżej mi nie znanego jegomościa napotkanego na senatorskiej (którędy tanecznym krokiem zmierzałam do metra, nadal w masce i perełkach), z tym że mężczyzna ów wraz ze swoim narąbanym jak szpadel kumplem zostali na zewnątrz, a ja weszłam do środka, a ponieważ akurat włączyła mi się opcja "nie spać, zwiedzać", to zwiedziłam, po czym poszłam sobie precz (były próby zatrzymania mnie, ale przypomniałam owym dżentelmenom, z całą stanowczością, że nie godzi się nagabywać damy w środku nocy, zwłaszcza jeśli nie jest się nawet w stanie wejść z nią do klubu, po czym z godnością i z chichotem, bo cała sytuacja wydała mi się przekomiczna, kontynuowałam pójście sobie precz)
7. dzień na cmentarzu, bardzo miło spędzony z moją mamą (m.in. jak co roku kupiłyśmy sobie to świństwo zwane "pańską skórką" i na trzy cztery zakleiłyśmy sobie buzie - zabawa polega na tym, która pierwsza się rozklei, bez wypluwania; wygrałam)
***
fotka dowodowa (robiona komórką przez mało trzeźwą właścicielkę komórki, co tłumaczy jakość; ale perełki som)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
